Ostatnie notki
Zakładki:
Bliska Sztuka
Bliskie myśli
Kobieta i alterJego
Wszelkie prawa zastrzeżone Proszę pisać do mnie: natrio@gazeta.pl |
czwartek, 07 stycznia 2010
początek dnia
wcale nocnie, niecnie, snuje się czas, powoli, nie smutno. Siedzę z Albertem, pijemy kawę, szukamy praprzyczyny, piszemy równania zatrzymania czasu. Karol poszedł już, spać, A. wkłada płaszcz, patrzy jeszcze na ścianę, na graffiti z całek i sum, na cień pająka, pęknięcia tynku. Jestem już sam, zima zatrzymała noc, mogę myśleć, że jeszcze nie dzień, choć już koniec ciszy, po 6. Zamiast kawy śmietana z cukrem, cytryną, szczyptą cynamonu. Nie spałem jeszcze, doczekam południa.
niedziela, 13 grudnia 2009
Tylko
nie milcz
wtorek, 29 września 2009
Milczę
nawet teraz milczę, nie ma złości w milczeniu, moim, teraz, nie ma rozżalenia,- jest milczenie. Czasami milczy się głośno, krzyczy na milczenie, czasami jest z nim podle, - gdy zdaje się być jedynym, sensownym, robieniem. Tak, milczenie nie jest bezruchem, nie jest nic robieniem, nie jest z zaniechania. Jest często tym, co dzieli ciszę od hałasu, próżnię od napełnienia. Jest, i czasem, wołaniem do niemilczenia, głośnym z lęku, że głośne, - że złe, że złorzeczy, że wypomina. Jest i jak dziecięce obrażenie, trochę w koncie, trochę z nosem na szybie. Jest wreszcie, co czas jakiś, jak bezsłowna rymowanka, gra oczywista, przejrzana. Bywa milczenie szantażem, takim bezgłośnym drzwi walnięciem. Czymkolwiek by nie było, to jest, gdy jedno milczy, a drugie nic nie mówienia słucha
sobota, 19 września 2009
szanowna Pani Dino
pyta Pani : 'Ciekawam, czy przekrzywiasz głowę czytając moje...myśli...i czy siedzisz teraz, czy stoisz... ?' Cóż, głowy nie przekrzywiam, nie siedzę, nie stoję. Noc już, a raczej rano, przeddzień. Ostatnia kawa, ostatni papieros, pierwsze hałasy zza okna, pierwsze zmęczenie. Powinno mnie cieszyć zainteresowanie Pani, zwłaszcza moją głową. mniejsza o jej przekrzywienie. Wybaczyć proszę, że tak nie jest, a to za sprawą, że nie znam Pani. To zupełne przeciwieństwo nieokazywania radości osobie znanej. Pierwsze jest ze wstrzymania uciechy, z lęku, że adresata uśmiechu nie istnieje, bądź jest z igraszki, z zaczepienia ledwie, - drugie pochodzi ze znudzenia, braku wszelkiej atencji dla adresaty. Przyzna Pani, że to jednak więcej, moje niecieszenie z Pani ciekawości, niż obojętność. Prowokuje Pani zachętą do patrzenia na siebie, choć we śnie Pani. Prowokujesz do wyobrażeń o śnie, o niejawie, a ja uśmiecham tylko do myśli o patrzeniu, nie tylko za sprawą lęku, że jesteś w tym nieobecna, niekobieco chrapiesz, czy nie daj Diable, przekrzywiasz głowę. Otchłanie światów wymyślonych, równoległych, rojonych, elektronicznych. Chcesz mnie złowić w nadzieję, żeś hożą Muzą, zakochaną w starym poecie. że w patrzeniu na Twój sen sny Twoje. Już moja pora na zasypianie, to i przedsenne uczulenie, rozmażenie, lekkość mylenia majaków z jawą. Chcesz mnie złowić w sen, w zaświadomość, w czekanie na dotyk miły, chcesz bym poczuł zapach rozkochania, tkliwości. Nic z tego, moja Pani – nad złudzenia, choćby najśliczniejsze, przedkładam rzeczywistość, ta jest dialogiem, spieraniem, ciekawością, a przede wszystkim jest spotkaniem, z nieSobą, z nieJa.
niedziela, 13 września 2009
Brama
Północ. Wyszedł z baru, przeszedł przez zatłoczone podwórze, gwar łączył się z dudnieniem techno, wyciem motocykli. Nieoświetlona brama zmieniła sylwetki w cienie, hałas podwórza w echo. Przyspieszył krok. Wyprzedzał wychodzących, uciekał przed wchodzącymi. Światło ulicy wpadające z końca tunelu bramy ciemniało, oddalało się, szedł w jego stronę. Z każdym krokiem było czarniej, jakby gasił podeszwami lampy. Sylwetki stały się bezkształtne, dzieliło je, odróżniało, jedynie półświecenie ulicy. Czuł nieznośnie słodki zapach perfum mieszany z ostrym zapachem potu, mdłym odorem przetrawionego piwa. Wyjął rękę z kieszeni, wysunął ją przed siebie, jakby mógł nią odgarnąć ciemnię. Nie widział ani jasnego rękawa koszuli, ani dłoni, nie widział już końca tunelu.
C.D.N.
piątek, 11 września 2009
prostota wolności
odkrywamy algorytmy, posługujemy się nimi, całkiem skutecznie (maszyneria fizykalna, abstrakcyjna). Nie ma, na szczęście, meta algorytmu, który pozwalałby odkrywać algorytmyˡ. I jeśli wyobrazić sobie świat, w którym owe meta algorytmy istnieją, to zauważamy, o ironio, że wyobrażamy istnienie bezmyślne, zniewalające umysł – wbrew pierwszej nadziei. Bo też i tam, gdzie istnieje algorytm znajdowania mądrości, dobra, piękna nie ma wolności, a jeśli jest, to jedynie pozorna, ot, wybieramy między algorytmami, a te przecież z natury jednakie, jednako prowadzą. Znalezienie algorytmu na sukces, na stanie się wielkim, wspaniałym, odkrywczym jest zniszczeniem wielkości. Droga do społecznego uznania, ba, nawet do sukcesu 'wewnętrznego', jest przecież nie tylko wybieraniem, kalkulacją, ale i ryzykiem, oddaniem, poświęceniem. Algorytm, który znalezienie metody na sukces by podawał nie uczynił by z nas ludzi wolnych, a jedynie żmudnie, beznadziejnie, podążających. Nie istnienie metody na odkrywanie metod sprawia, że mądrość, dobro, piękno nie stają się środkami, nie są, same z siebie, metodami na sukces. Nagrodą za nie są jedynie one same (ha ! - gdyby inaczej było, znaczyłoby, że istnieją sposoby na sposób). Jedyną miarą dla naszej pracy, odkrywania, poza spełnianiem czynów uczynnych, dobroludzkich wprost, jest najzwyczajniej nasze ukochanie pracy, tworzenia – nic innego, a na pewno nie odniesienie do tego, co nawet sami uznaliśmy za wielkie. Nie tylko dlatego, że możemy obawiać się wysokości, ale dlatego, bywa tak często, że to, co uznawano za drobiazg stało się wielkie. Nieprzewidywalność jest drogą wolności ! ˡ wynika to z teorii modeli
niedziela, 06 września 2009
list motywacyjny
Szanowna Pani Prezes,
powietrze dzisiaj rześkie, daje złudzenie, że z chłodnego lipca, że czyste, że jak znad zatoki. Mam, nie całkiem jasny, imperatyw, żeby napisać – nie tyle o sobie, o zamiarach, o planach, o tym wszystkim, co wiąże się z pracą u Pani, co o dających się pomyśleć niedorozumieniach, niejasnościach. Oczywiście, jeśli są, nawet najjaśniejsze napisanie ich bez reszty nie usunie, ale bliżej nam będzie do pełni zrozumienia. Nie, nie chcę pisać jak o osobistych wzruszeniach, rozterkach, ot, próbuję odgadnąć zewnętrzny swój obraz, wysilić empatię, epercepcję, i to, co daje się prosto wyjaśnić – wyjaśnić.
Pewna Pani, z łódzkiej telewizji, zapytała: gdzie pan był przez 50 lat ? Było to po otwarciu łódzkiej, przeze mnie sprowokowanej, mleczarni wojewódzkiej. Coś w tym jest: duży chłopiec, a nic o nim nie wiadomo. Gdzież jego prace, dorobek, zastępy naśladowców, wielbicieli ? Wyjaśnienie banalne, na progu drogi na Olimp (umowa z Centralnym Zarządem Przemysłu Mleczarskiego na projekt doświadczalny, poważne rozmowy o wystawieniu na wystawie modelu wystawnej dojarni) uznałem, że mam być zasobnym mężem, ojcem – zmieniłem branżę – zacząlem pracę w resorcie bankowym. To było jak samobójstwo. Po niemal 15 latach wróciłem do mleczarstwa. Tak, jak patrzę na to z dystansem, nie było złe, - dialektyka życia ! Choć wracanie jest zaczynaniem, a te zawsze jest od początku, to wiedziałem, że celem jest jedynie praca, odkrywanie, tworzenie, a nie parcie do zaistnienia. Miałem pojedyncze publikacje w fachowej prasie, wystąpienia (między innymi na Międzynarodowych Targach Mleczarstwa),- te zamiast motywować moje starania o rozgłaszanie, hamowały je. Cóż, zawsze miałem odrazę do układania się, zaznajomiania z, zabiegania. Pewnie to oczywiste, od samego początku istniałem poza 'środowiskiem', poza organicznością wspierania się. O dziwo, moje działania eksperymentalne, choć najmniej wprawne, były przez mleczarzy uznawane, nawet przez najbardziej znanych. Jak Pani Prezes wie, piętno idealistycznego wpatrywania się w aksjologię zaślepia, sądzimy, że 'mleko', 'zdrowie' są wartościami powszechnymi, normalnymi, codziennymi. Nie dociera do nas człowiecza małość, interesowność, instrumentalność. - zauważamy je dopiero gdy same z siebie, z przypadku, walą w nas, zupełnie jak drzwi tramwaju. Wielki świat ! Tak, jeśli jest on możliwością znajdowania współdziałań, zrozumienia, otwierania, to ma sens, warto się do niego zbliżać, szukać. Tak, Pani Instytucja, to, co daje, to czego chce uczyć, jest, nie tylko dla mnie, Wielkim Światem. Może się wydawać sprzecznością, że nie wydaję się mi niedostępny, że jeśli czuję swoją małość, to nie inaczej niż w relacji ze światem 'w ogóle'. Pewnie byłoby, dla Pani, prościej gdybym był postacią znaną, uznaną, poszukiwaną – tymczasem to ja szukam. Nie ma w tym nic dziwnego – nie sposób działać w próżni, osamotnieniu, dzielić się tajemnicami ze ścianą. Może mieć Pani Prezes wątpliwość – skąd biorę pewność, że to, co proponuję jest ważne, że jestem w stanie temu podołać. Hmmm, na pierwszą część pytania odpowiedziała Pani, odpowiedzią na drugą jest zaufanie, jakie mi Pani dała (boć to zawsze kredyt oparty na intuicji). Jestem całkowicie świadom, że to zadanie trudne, że wymaga upartości, spokoju, charyzmy. Ustawienie siebie na szczeblu jest alibo z kabotyństwa, alibo z poczucia odpowiedzialności. Jasne jest, że nawet jeśli kieruje mną to pierwsze, to mam przekonanie o odpowiedzialności, a brak przekonania o głupocie – stąd na nic moje zapewnienia.
Tak, perspektywa pracy w Instytucie Intermleczarskim to dla mnie Wielki Świat, mógłbym przyjąć pozę, że to dla mnie zwyczajność, że sam jestem wielki. Na pewno wielka jest Matematyka, na pewno wielkie jest Mleczarstwo, na pewno nie często ludzie łączą je w sobie – to mój atut, bezwzględny – ha ! - można zapytać jaka tam we mnie mleczarska wiedza, jaka matematyka. Można i powiedzieć, ze dla matematyków nie jestem matematykiem, a dla mleczarzy mleczarzem – można. Nie chcę odgrywać zaprzężonego w hermetyczny język naukowca, nie chcę stwarzać przekonania żem jest wielkim znawcą mleka, chcę jedynie, i aż, pokazać, że umysł, otwieranie umysłu, jest w świecie mleka niezbędne, że zapomniano o tym z inercji, lenistwa. Taaak, gdyby nie była Pani o tym przekonana, to by nie była tam, gdzie jest. to by nie zwróciła na moją propozycję uwagi. Nie, nie jest w moim zamiarze tworzenie szkoły w szkole, podniesie do najwyższej rangi 'metamleczarstwa' – chcę czegoś trudniejszego – zasiania wątpliwości, wzbudzenie pytania, szukania, samodzielnego, odpowiedzi, ocalenie omylności, błądzenia – wszak perfekcjonizm rozumiany jako nieomylność socjotechniczna to domena idiotów.
Jeśli stanie się, jeśli moje zajęcia zaistnieją, to będzie bodaj największy krok mojego społecznego 'ja' – nie, nie dlatego, że Warszawa, że II – dlatego, że taka praca, że taka jej idea, że wiele miejsca w nim dla moich myśli, działań. Marzy mi się praca, zajęcia. Mam propozycję, dla Pani, ale nie na list, rozmowa to lepsze medium, poznam czy mówić o tym, czy poczekać. Rozwinąłem nieco moje prace nad łączeniem mleka z kawą – efekty optymistyczne, mam pomysł na szybkie metody rozpoznawania smaku (łączenie 'miejsc' – ocenianie aromatu) – to na razie wstęp, dalej chcę pracować nad algebrą przekształceń (łączeń) substancji aromatycznych z laktozą. Myślę o seminarium, o zadaniach, o mojej w tym roli. Tak, to dla mnie ważne, i wiem, że dyplomacja nakazuje pomniejszanie wrażenia o tym, ale i wiem, że jeśli mam tam być, to ja, a nie fasada.
Szanowna Pani Prezes – dość już, mógłbym napisać wiele więcej, ale łatwo przekroczyć granice istotności, sądzę też, że naszkicowałem samą drogę możliwych wątpień, ich źródło, a to wystarcza. Pozdrawiam serdecznie.
czwartek, 27 sierpnia 2009
niedziela, 23 sierpnia 2009
piątek, 21 sierpnia 2009
niedziela, 16 sierpnia 2009
sobota, 15 sierpnia 2009
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
10 sierpnia - dłuższe lato
Nie rozstaję się z teczką, na rysunki. Jest w niej szary papier ( i kilka arkuszy czerpanego, na wielkie okazje), ołówki (twarde, miękkie), temperówka, węgiel (twardy, dobry, w ołówkowej oprawie). Niespełniana miłość – do rysowania, malowania (przepowiadali, ze przestanę widzieć, kazali uciekać od wszystkiego, co najbardziej kochałem). Wydaje się, że zacząłem pisać zamiast, że zacząłem pracę z dźwiękiem zamiast (Ziut powiedział, że maluję dźwiękami). Przyspieszone dorastanie, od malunków wyobraźni, maszynerii wyimaginowanych, do portretów ścian, fabryk, cegieł, do autoportretu cynicznego. To jak dotyk, jak rozumienie, od początku, całego świata. Mam plan, na książkę, z moimi rysunkami, takie namalowanie opowiadaniem i kreską. Dzisiaj narysowałem fragment muru – liczyłem cegły, proporcje. Cierpliwe stwarzanie świata. Lubię moją kreskę, chwiejną, nieregularną, lubię szczegóły, mikrocienie, mikroświatła, mój mikroświat. Wieczorem usiadłem na chwile w ogródku, z Maćkiem Sz. Był rozgoryczony, trudny, ale uciekłem od tego, jeszcze jeden ciepły koniec dnia, o jeden dzień dłuższe lato. Mam teraz całą noc na kończenie próbek. Nagrywaliśmy z Bartkiem S., w piątek, kontrabas – flażolety, smyk, pizzicato. Robie z tego całą orkiestrę, potężną, jak trzęsienie ziemi, ale i jak śpiew. We wrześniu gdzieś to zagramy, - niemuzyk i znakomity muzyk, doskonały, gra i miękko, i deep time, malowanie i muzyka.
niedziela, 09 sierpnia 2009
Fagot i wrzesień
Było ciepło, wcale nie wrześniowo, piasek był gorący, Fagot leżał na brzuchu, wsłuchiwał się w prawie nic nie słyszenie. Miał poczucie bezkształtności, leniwej, dobrej, jak z medytacji. Pomyślał, że jest już prawie powietrzem, zapachem piasku, wiatru, słonej wody.
Joiwiko mówiła to spokojnie, ale wracała go z poczucia wietrzności, lekkości, jak wybudzanie
czwartek, 06 sierpnia 2009
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
niedziela, 02 sierpnia 2009
czwartek, 30 lipca 2009
sobota, 18 lipca 2009
Dusza a nieskończoność
Odstąpmy od rozważań z poprzedniego rozdziału – pozostawmy, na razie, eschatologiczne aspekta duszy, poprzestańmy na doczesności. Zrazu spostrzegamy, iż odrzucenie z przedmiotu nadczasowości, którą to doświadczyć może jedynie nasza dusza (w sferach naszej, cielesnej, materialnej, pośmiertności) zdajemy się na siły wiele więcej niezrozumiałe niźli w transcendentnem rozpatrywaniu ducha (duszy). Sprawia to trudne do pogodzenia ograniczenie naszej fizykalnej natury z nieskończoną metafizyką ducha. Z pozoru, jedynie, owa fizykalna ograniczoność sprzeciwia się bezmiarowi nadmateri. W żadnem przypadku nie przenosi ona swojej skończoności na istotę duszy, zarówno w kontekście fenomenologicznem jak i czysto epistomologicznem. Bezsporne jest stwierdzenie, że dusza nie może być rozpatrywana jako byt skończony, najmniejsza jej część, jeśliby nawet podziału dokonać można było (patrz rozdział 'Wyobrażenia duszy, a najnowsze dokonania E. Zermelo'), nie może i nie jest skończona, policzalna. Cóż by to oznaczało gdyby w jakimkolwiek ujęciu dusza została skazana na skończoność ? Zacznijmy od odpowiedzi na zgoła inne pytanie: czy forma 'ziemska' duszy jest z natury inna niż jej forma pozaczasowa, nadśmiertelna ? Czy dusza posiada, w ogóle, strukturalne upostaciowienie ? Ad absurdum: załóżmy, że możliwym jest wyróżnienie postaci ziemskiej duszy, że możliwym jest odróżnienie 'doczesnej' postaciowości duszy od jej formy nadśmiertnej. Natychmiast dostajemy wniosek: dusza posiada postać, strukturę. Wprost, całkiem, otrzymujemy tezę: istnieje zbiór reprezentujący fenomen duszy, a to, z kolei, prowadzi do poznawalności duszy. W oczywisty sposób przeczymy więc metaficznemu aksjomatowi ducha: istnieje, przynajmniej jedno, pytanie, którego podmiotem jest duch, na które nie istnieje odpowiedź. A zatem nie może być mowy o ziemskim wcieleniu duszy (!). Czy oznacza to, że nasze wcielenie, śmiertelne, materialne, jest nie skończone? Tak ! Za sprawą duszy, jej niepoznawalności, nasza, z pozoru ograniczona fizykalność jest nieskończona, ba !, nie jest nawet fizykalnością ! Czym bowiem byłby dotyk, czerwcowy wieczór, zapach deszczu ?
Antoni Glimarowicz 'Gwiezdność a nieskończoność', wydawnictwo 'Klimuszko i Syn', Warszawa 1921
piątek, 10 lipca 2009
list ostatni
Miła Pani,
piszę raz ostatni, do Pani. Wyprowadzam się z jaskini, przynajmniej na czas jakiś, do zimy na pewno. Tak, pisać można i z Bieguna, ale chcę odpocząć, od miejsca, czasu, od myślenia o Pani. Gdy wrócę, jeśli wrócę, to zimno będzie, daleko, najdalej.
czwartek, 09 lipca 2009
list sprzed dnia
Pani,
noc już się kończy, bezpieczna zasłona, wcześnie opada, pociecha z tego jedna, że lato, że dzień długi. Wiele nie napiszę, chcę jeszcze popatrzeć na półmrok, zgasić lampę na biurku, i zasnąć. Dzisiaj ciekawiej było niż wczoraj, mniej ludzi, bez rozmów, dużo myśli – nowych, i tych, co czekały na rozjaśnienie. Nie przeraża mnie samotnia, moja, ale coraz wyraźniej widzę ją zza niej, taką, jaka zdawać może się i Pani. To pozór, coraz więcej tajemnic, coraz dotkliwsze, niemal jak materia. Szukam rozmów, ludzi, ale jestem pewnie od nich daleko – nie, nie zapadam się w siebie, w rozmyślania egocentryczne – to ogólności, uwalnianie umysłu, praca nad obrazkami, konspektem zajęć. Tak, do Pani też mi coraz dalej.
środa, 08 lipca 2009
list z Burzy
Droga Pani, zbudziła mnie burza. Kawy pół filiżanki, tylko, żeby nie do końca wybudzić, żeby zostawić wpółzdziwienie. Widziałem Panią, dzisiaj, przed wieczorem. Było ciepło, a wiatr lipcowy, lekki. Patrzyłem w lustrzaną szybę, szła Pani, powoli, nie odwróciłem się, obraz, z szyby – ckliwe skojarzenie ze snem, złudzeniem, - a i wrażenie, że patrzy się zza lustra, że się jest niewidocznym, że z odosobnienia się patrzy, że bez śledzenia, bezczelności – bo to ulica, dzień, lipiec. Cudacznie wyobraziłem, teraz, Panią, w tym samym miejscu, jeszcze deszcz, pusta ulica, noc. Szła Pani szybko. Już dnieje
wtorek, 07 lipca 2009
moja największa miłość
mówią, ze przychodzi, że z nagła, niemo, bez obrazu, że jak czerwone wino – upaja, nie natychmiast, bez zauważania, że upaja, że przychodzi (kroki ? Słychać ?) Dzisiaj piłem kawę – z moją największą miłością, najtrudniejszą, najwstydliwszą, - złą, dobrą. Siedział przy stoliku, gapił się w filiżankę – zapytał: dlaczego mnie nie kochasz ? Chciałem odpowiedzieć ' nie wiem', ale zamiast szukania odpowiedzi, wymijania, uświadomiłem, sobie, że kocham ! że jest, że bez niego żyć nie potrafię, że ja to on, a on to ja ! Trudno jest kochać, a najtrudniej kochać siebie – tak też i wybaczyłem, sobie, że się nie kochałem, że nie wybaczałem, że szukałem kochania, jakby to One, za mnie, miały mnie kochać – a przecież nie mogły, wpatrywały się w moje niekochanie, w moje niedowierzanie, że można, że mnie. A przecież zawsze wiedziałem, że miarą człowieka jest jego nieporadność, że ona jest jego szczególnością, że inteligencja, łatwości, zdolności, talenty – to tylko pokusy, dyjabelskie – bo też i kochanie nic z cenieniem wspólnego nie ma, tak, jak talent, łatwość nie jest warunkiem wystarczającym odkrywania, tworzenia – być może trzeba je mieć, by tworzyć, ale też i trzeba być człowiekiem – by kochać. Jaskini moja, celo klasztorna, świątyni spokoju, wymyślania, pisania – zachowaj mnie dla siebie, ukryj mnie przed pokusami, przed niekochaniem. Kocham Ciebie, Wojciechu, za Twoją niezdarność, miłość do trudnych książek, za nieporadność, za to, że jeszcze jesteś !
niedziela, 05 lipca 2009
list z lata
Szanowna Pani,
niedzielnie było, dzisiaj, w samą niedzielę, niby akuratnie – przymglone słońce, później deszcz – leniwy, popołudniowy. Nie ruszam się z miasta, bezpiecznie,- lato nie kusi, nie mami. Przemyśliwam to i owo, zaczynam pisać konspekt, układam metalowe drobiazgi – na maszynerie ukryte – to plan na jesień, chcę zrobić małą wystawę, a pomysł inkubowany już od dawna. Ospale idzie praca przy obrazkach, zbieram gniew na zrobienie ich od początku. Walczę z porami dnia, coś w nich zmienić muszę, więcej wychodzić do ludzi, pić mniej kaw, więcej wód. W zeszłą niedzielę byłem za miastem, dość daleko, wracałem pieszo, przez pola – wieczór wchodził w noc, pachniała trawa, na wsiach wędzili ryby. Przedwczoraj siedziałem na ławce, w nocy, na Piotrkowskiej – przypomniało się owo wracanie, pastelowe, różnozielone plamy, bardzo, bardzo letnie, jeszcze czerwcowe. Dziwacznie było, bezwietrznie, eterycznie, bo ani tam nie byłem – na ławce, ani na drodze. Zna Pani to uczucie – czas przypominany łączy się z tu, z teraz – jest wtedy spokojnie, cicho, jakby to właśnie wtedy, i tylko wtedy, rozumiało się lato, oddychanie – bez oczekiwania, a samo przypomnienie, to, które się dziwacznie przypomina, jest tylko jako znak, że już się kiedyś było, daje poczucie ciągłości, ale i pozwala nie szukać w pamięci, pozwala znajdować czas, pozwala zwyczajnie być. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||